DALLAS , kiedyś ATALANTA

Wpisy

  • niedziela, 20 maja 2018
    • PORNOGRAFIA @szaffi'ego

       

       PORNOGRAFIA  @szaffi'ego


      Wiedziony ciekawością zamówiłem w Empik nową książkę Michała Szafrańskiego „Zaufanie czyli waluta przyszłości”. Autor coś obiecywał w podtytule.

      431 stron. Historia zmiany sposobu życia i zarabiania na życie.

      Czytałem z zainteresowaniem przez kilka wieczorów. Początkowo sądziłem, że zrobię notatki ze „złotych myśli” w książce zawartych. Nawet coś na ten temat napisałem na TT – o stosowaniu wskazówek podanych przez Autora. Ale im dalej w tekst, tym bardziej pierwotne wrażenie umykało. I zaczynało się wkradać podejrzenie, że wskazówki i porady tam zamieszczone miały moc sprawczą tylko w stosunku do Michała. Po trzystu stronach to już była pewność.

      Michał bardzo rzetelnie na granicy z ekshibicjonizmem opisywał powstawanie i rozwój bloga, ale też rozterki i stany psychiczne swojej osoby. Do tego mniej lub bardziej szczegółowe sprawozdania finansowe. Dla mnie zbyt szczegółowe, ale to Jego wybór. Po odłożeniu przeczytanej książki pierwsza refleksja – sprawozdanie (spowiedź) z kilku lat życia. Możliwości naśladowania – chyba zerowe, bo Autor nie ma późnego bliźniaka. Jak dodam do rozważań o możliwości naśladowania element czasu, to powielanie poczynań Autora nie będzie skuteczne, bo już było kiedyś. Może wyjdzie jakaś podróbka? Zresztą Michał ostrzega wyraźnie naśladowców, żeby nie kopiowali, ale starali się wyróżnić.

      Tyle tylko, że traktując Zcwp jako poradnik jest to wniosek w kontrze.

      Wielokrotnie w tekście przewija się bardzo ważna myśl – pierwsza reakcja była pod wpływem intuicji, potem dopiero włączał się intelekt i następowała racjonalizacja. Intuicja i przypadek – wypisz, wymaluj „jeździec na słoniu” J. Haidt'a. („Intuicje pojawiają się pierwsze, strategiczne rozumowanie – drugie.” - J. Haidt 2007 ). Niekoniecznie trzeba to wiedzieć, żeby tak postępować.

      Kolejna ważna cecha Autora (której nie można się nauczyć z książek ani w nią ubrać) – przedsiębiorczość stosowana „od małego”. Opisana scena sprzedaży kwiatów pod Halą Targową Wola - ilu rówieśników ma takie doświadczenie za sobą?

      Coś na ten temat wiem, bo jako kilkuletni chłopak sprzedawałem ze stolika przed furtką jabłka i gruszki z sadu moich Dziadków (Babcia – „sprzedawaj najładniejsze, te z plamami zostaw dla nas na kompot”). Długo później, chyba w 1987 roku wspólnie z bratem zasadziliśmy pół hektara truskawek i w następnych trzech latach je zbieraliśmy i sprzedawaliśmy na ryneczkach. Nie było jeszcze hejtu internetowego, ale doświadczanie mowy nienawiści od oglądających – duże przeżycie.

      I wreszcie – pod koniec mojej działalności biznesowej postanowiłem oddać za friko dobrze działającą firmę usługową moim pracownikom (niektórzy pracowali u mnie 12 lat, kierowali firmą, negocjowali ceny, zatrudniali zasoby ludzkie, wystawiali faktury). Jak to się skończyło? Najłatwiej będzie zajrzeć do BiznesBezStresu Krzysztofa Wysockiego „TesTeq'a”

      https://biznesbezstresu.pl/2011/11/24/pracownicy-i-zasoby-ludzkie/

      Czemu o tym piszę? Chcę się pochwalić? Może, ale to nie ten motyw. Przywołuję te epizody dlatego, ponieważ dawno temu utwierdziłem się w przekonaniu, że samodzielna odpowiedzialność za własne życie to domena niewielkiego odsetka ludzkości. Przyjmując, że takim specjalnym rodzajem rodzajem odpowiedzialności jest prowadzenie własnego biznesu, to ten odsetek jeszcze bardziej się zmniejsza.

      Jak zawsze, pisało o tym wielu amerykańskich autorów; ostatnio opublikowano nawet wyniki badań naukowców z Kanady, że mózgi osób przedsiębiorczych są trochę inaczej zbudowane. Wcześniej bywały o tym nawet artykuły popularne w gazetach - Google „mózg osób przedsiębiorczych”. Ta inna budowa mózgu to jest cecha nabyta, a nie wrodzona. Nie analizując dalej tych wiadomości wystarczy przyjąć, żeby jakaś cecha się uwidoczniła, to trzeba ją „nabyć” czyli przećwiczyć i utrwalić.

      Nie da się tego zrobić za biurkiem w open space najlepszej pod słońcem korporacji. Michał stworzył fajną kategorię „dawcy kapitału' (Zcwp str. 26) właśnie dla takich osób.

      Przez cały tekst Zcwp przewijają się trzy (a może więcej?) ważne elementy sukcesu – wytrwałość/pracowitość, skłonność do ryzyka i prawie tuż za nią chłodna ocena sytuacji.

      Dodatkowo Autor udziela innych rad, wskazuje na wiele elementów sukcesu, ale przy tej objętości stworzyłyby one osobną broszurę. Jednocześnie zdradza olbrzymią ilość szczegółów technicznych ze swojej działalności. Z nadzieją, że się komuś przyda.

      Jest tylko jedno „ale” - czy Michał przeczytał gdzieś w czterystustonnicowym poradniku jak prowadzić dochodowego bloga?

      NIE.

      I dał radę. Robił to dziesiątki innych sposobów - lepszych i gorszych, czasem beznadziejnych. Lecz dzięki ciągłemu stosowaniu tych trzech cech, o których piszę, uczył się skakać na coraz większych trampolinach.

      Szkoda, że takich Michałów w Polsce jest niewielu. Im ta książka może ułatwić sprawy techniczne, ale nie da tej woli i konstrukcji umysłu, żeby walczyć, ciągle pod górę. Reszta? Przeczyta, coś tam pomyśli, zapisze uwagi w segregatorze „Różne”, zapomni. Dawcy kapitału :)

      Michałowi gratuluję.

      Kiedyś z nabożeństwem czytano żywoty świętych. Nie słyszałem o naśladownictwie. Michał wynalazł w tej nieużywanej niszy nową kategorię (mamona, podglądactwo), po którą wielu chętnie  sięgnie  jak kiedyś po pornografię.

      Naśladowców też nie będzie.

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      orginal_replica
      Czas publikacji:
      niedziela, 20 maja 2018 14:29
  • piątek, 30 marca 2018
    • JAK ZOSTAŁEM VIOLATOR'EM

      Jak  zostałem Violator'em

      Wczoraj wczesnym popołudniem poszłem (bo wolno) krokiem dostojnym do użytkowanego samochodu Cadillac Brougham rocznik1987, co widać na załączonym obrazku.

       

      Żółte okulary, bo sosny pylą.

      Ruszyłem z parkingu, zatrzymałem sie na "STOP'ie" przed wjazdem na ulicę i dodałem gazu, żeby przekroczyć magiczną prędkość 20mph, po której to samochód zaczyna się zachowywać jak samochód.

      Nagle z tyłu zobaczyłem dyskotekę na wszystkich możliwych światłach. No to kierunkowskaz w prawo i ustępuję drogi. Zmiana pasa. Ale dyskoteka też zmieniła pas i się przybliżyła. Oj, toż niedobrze, pomyślałem.  Zjechałem na parking, silnik out, szyba opuszczona, rączki na kierownicy.

      Pojawia się z tyłu uśmiechnięty trzydziestolatek i zaczyna nadawać. Odczekałem, uśmiechnąłem się i mówię, że ja słabo po angielski, więc pytania poproszę wolno i w prostych słowach. Powtórka z przedstawiania sie i rozumiem, że mam na szybie cztery naklejki ubezpieczeniowe za 2015, 2016, 2017 i 2018 rok, a wolno tylko mieć jedną, aktualną. Dla pewności spytałem czy problem jest z mojego powodu czy z powodu samochodu? 

      Samochodu - stwierdził policjant. I poprosił o driving licence. No to ja zapytałem czy mogę otworzyć schowek na rękawiczki.

      - Tak.

      Otworzyłem,podałem dokumenta i usłyszałem, że albo usunę zbędne trzy naklejki teraz, albo pojadę do domu, usunę i wrócę.

      Zara, zara -nie po to miałem 15 lat agencję reklamową, żebym jeździł do domu usuwać głupawe naklejki. Zaparłem się i dwie poszły. Z trzecią był problem, bo mi ręki nie starczało.Uchyliłem więc drzwi, wysunąłem nogę na asfalt, żeby mieć lepszy dostęp do naklejki i nagle pojawił się zdenerwowany policjant z tekstem, że nie mogę wychodzić. No to mu pokazuję, że mi ręki brakuje i grzecznie proszę o pomoc. Pomógł, wspólnymi siłami usunęliśmy trzecią, zbędną naklejkę. Przy okazji zostałem zapytany skąd przyjechałem i jaki kraj wystawił mi prawo jazdy.

      No to się przyjrzałem polskiemu prawku. Napisy po polskiemu, objaśnienia także. W poddruku napis "wzór unii europejskiej" w kilkunastu szeroko znanych językach: serbskim,czeskim,słowackim itp 

      Na napisie angielskim wdrukowano mi, że prawo wydał Pan Prezydent miasta Poznania.

      Na szczęście amerykańska policja ma internet w samochodzie i po kilkunastu minutach przyszedł do mnie po raz trzeci policjant; stwierdził,że prawo jazdy jest autentyczne (ma wejście w CEPiKu?), a ja otrzymuję Warning, który to muszę pokwitować na ekraniku jakiegoś przyrządu.

      Rzeczony Warning

      O.K. Ostrzeżenie się widocznie należało.

      Ale jedyna rzecz, która mnie męczy do tej pory - co to znaczy WH przy oznaczeniu włosów kierowcy? 

      White?

       A może without hair?

      Po powrocie muszę wysłaćc list do Komisji Praw Człowieka czy nie zostałem spostponowany takim niejasnym określeniem.

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Kategoria:
      Autor(ka):
      orginal_replica
      Czas publikacji:
      piątek, 30 marca 2018 06:16
  • poniedziałek, 26 czerwca 2017
    • W Kondukcie

      W  K O N D U K C I E

          Zastanawiam się czy idziemy na końcu konduktu i komentujemy zachowanie i ubiór rodziny, odprowadzającej znienawidzoną demokrację na miejsce wiecznego spoczynku czy też stoimy w ciasnym kręgu członków chóru w tragedii greckiej i też komentujemy poczynania aktorów przedstawienia.

      W obu przypadkach jesteśmy do pominięcia jako czynnik sprawczy. Jesteśmy jedynie potrzebni, żeby pogrzeb się udał czy przedstawienie dobiegło do końca.

      Na Twitterze większość z nas gromadzi się w kółkach wyznawców tych samych lub podobnych pomysłów. Nie lubię zdań wygłaszanych przez pewnego proboszcza z Pomorza -> ban. Pan Eryk Mistewicz daje mi bana, bo nie lubi ludzi o nieprawdziwym nazwisku. Podobnie Hołdys. Myślałem o zmianie na Ojukwu Setlobirfa, ale mógłbym innego twitterowca nie zadowalać. Błędne koło.

      Kiedyś mawiano,że na FB mamy swoich znajomych, a na TT nowych znajomych.

      Praktyka pokazuje, że różnice się zacierają. Dajesz serduszka, przekazujesz dalej - jesteś cacy. Masz inne zdanie na jakiś temat i je głosisz - spodziewaj się wyłączenia z kółka, a nie dyskusji. Mało kto potrafi "ustać" w polu i nie zacząć używać argumentum ad personam. Cenię takie osoby, ale po dłuższym okresie znajomości okazuje się, że nasze poglądy różnią się jedynie w niuansach.  Czyli możemy się wspierać w dyskusji (bardzo cenne), ale nie spierać.

      SCENA  POLITYCZNA.

      Poseł JK podzielił nas głębokim rowem - mistrz kłamstwa, obłudy, bezczelności i hucpy. Jednocześnie skuteczny manipulant. Otoczył się ludźmi, którzy bez niego nic nie znaczą. Jak mawiał sekretarz KW w Poznaniu  "każda władza skurwia". Widocznie lubi te klimaty.

      Punktujemy każde zachowanie, tekst, gest pisowców. Nieświadomie(?) zaczynamy brać udział w grze, której zasady zna tylko poseł JK. "Psy szczekają..."

      Zapomnieliśmy, że część z nas dała bana Komorowskiemu w wyborach prezydenckich, bo chcieliśmy człowieka światowego, a nie przaśnego gajowego. Okazało się, że ów światowiec nosi frak, ale to jest nowiutki frak dla pierwszego pokolenia. Komorowski był jak my,  Duda dawał miraż, że będziemy lepiej postrzegani.

      PO i PiS  - nagle polubiliśmy PO, bo PiS okazało się takie, jakie zawsze było, tylko się niektórym nie chciało przeanalizować faktów. I zaczęły się pojawiać nadzieję, że Tusk zjedzie na białym koniu i znowu pogoni Kaczora. Fakty? - nie po Tusk wykończył wszystkich z wyraźną osobowością w swoim otoczeniu, żeby znowu wracał do bagienka, z którego się wyrwał. Od drugiej kadencji grał na siebie, nie na Polskę. Po cholerę miałby wracać? Żeby znowu dokopać Schetynie? Za jedną szóstą tego, co może dostać w strukturach EU?  Głupi nigdy nie był.

      Schetyna? - raz dostał po krzyżu i nikt mu tego nie zapomni. Umie to, co umie, ale w rządzeniu krajem miałby skuteczność podobną do Powiatowej.

      Kukiz? - szkoda miejsca na blogu. Możemy jedynie pluć sobie w brodę, że część z nas nie wytłumaczyła swoim dzieciom, że "dupa jest do srania, a szarpidrut do grania".

      Piękny Rysio - stracona nadzieja. Hasełka niezłe, ale znowu gra na siebie plus nadpobudliwość seksualna. Kryzys wieku średniego? Jeśli zostanie z tego ugrupowania w polityce parę sensownych pań, to będzie dużo.

      Władysław Frasyniuk - rozsądny, trzeźwo myślący facet. Nadzieje części z nas, że poprowadzi  "na Nowogrodzką!" to głupota. On może pomóc, wesprzeć, ale nie będzie liderem. Kaczyński obudził lumpiarstwo (sojusz robotniczo-chłopski 2.0), dowartościował go i zaindoktrynował przeciw ludziom rozsądnym. Władek musiałby ich spacyfikować, a lider może/musi spacyfikować jednego wroga ale nie dziesiątki tysięcy fuhrerków.

      Natomiast pomysł WF, żeby obudzili się w końcu czterdziestolatkowie i  poszli po władzę jest fajny, chociaż nie wiem, czy wykonalny. Najpierw musieliby zarazić większość spójną ideą na nowy  porządek w kraju. I nie może to być tylko antyPiS. Nie chciałbym podpowiadać, bo mogą mnie przerzucić przez płot, ale zamiast prymitywnej deformy Zalewskiej można byłoby wprowadzić obowiązkowy kurs na prawo jazdy w szkole średniej; na przykład..

      Ale czy im się zechce chcieć?

      Smutny jest ten wpis, bo pokazuje,że brak człowieka z charyzmą, który chciałby innej Polski, a nie dokopania wrogowi.

      Takie czasy? - panie mój...

       

       

      

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (2) Pokaż komentarze do wpisu „W Kondukcie”
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      orginal_replica
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 26 czerwca 2017 21:34
  • sobota, 27 maja 2017
    • KOD

      KOD

      Usłyszałem dziś, że szefowanie w KOD przejął pan Krzysztof Łoziński, a Mateusz Kijowski się wycofał.

      Czas najwyższy, bo na czele ruchu społecznego nie może stać drobny pieczeniarz. Sprawa z lewymi fakturami przypomniała mi historię Unii Wielkopolan sprzed ponad 20 lat. Powstała taka unia, żeby rozwijać samorządność, biznes itp. Dokąd na jej czele stali ludzie z biznesu, to organizacja się rozwijała. Ci ludzie poświęcali swój czas i pieniądze, żeby szybciej osiągać założone cele. W pewnym momencie do głosu doszła grupa niedocenianych  (w swojej opinii) pracowników nauki i szefem został jakiś profesor. Krótko po zmianie władz usłyszałem, że teraz będzie miał fajnie bo zatrudni swoją sekretarkę na pół etatu w unii i wreszcie będzie miał kilka ryz papieru do ksero extra.

      Oczy wyszły mi na wierzch, a  ręce opadły.

      Horyzont myślenia nowych władz był w zasięgu splunięcia. W ciągu roku działalność zaczęła obumierać, wycofali się ci, którzy chcieli coś robić dla idei nie szczędząc własnego czasu i pieniędzy.

      Zostali podobni, ale nie było tylu ryz papieru.

      Unia ponoć istnieje dalej, ale jej oddziaływanie jest prawie żadne.

      Gdyby się nie wycofał MK, to z KOD po roku zostałaby tylko Komisja Rewizyjna. Ciągle bowiem wielu zapomina, że chcąc zbawiać (pomagać) innych trzeba najpierw wykazać się umiejętnościami zadbania o własną rodzinę. Trudno byłoby mi nawet  dopuścić taką sytuację, że lider w pewnym momencie mówi "kochani, cały swój czas poświęcam organizacji i muszę mieć kasę na życie, dajcie". Bo w tym momencie przestaje być liderem, a staje się pracownikiem na jakieś tam smyczy.

      Jestem entuzjastą tego ruchu. Do chwili pojawienia się faktur starałem się wpłacać jakieś kwoty. Ale potem - STOP!  Teraz przy nowej miotle - poobserwuję zanim zacznę znów robić przelewy. Liczę na to, że szybko pojawią się powody do uruchomienia konta.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      orginal_replica
      Czas publikacji:
      sobota, 27 maja 2017 21:21
  • wtorek, 16 maja 2017
    • UŚMIECHNIĘTY BUDDA I SMUTNY NINJA

       

      Uśmiechnięty  Budda  i  smutny  Ninja

       

      Dzisiaj przesłuchałem 2x podkast Michała Szafrańskiego WNOP#098. Sam chyba nie zdobyłbym sie na taką otwartość i pokazanie spraw intymnych.

      Michał, zacząłeś drogę w górę po drabinie społecznej. Tylko, cholerka, wybór kraju Ci nie wyszedł. Gdybyś dokonał tego w USA, to wszyscy by Ci gratulowali i pytali co powinni zrobić, żeby powtórzyć Twój sukces. Ale tu jest Polska właśnie. Twoje rozterki nie wzięły się z powietrza.  Twoją książkę przeczytało 30 tys. ludzi, kupi i przeczyta jeszcze kolejnych 15 tys; zrozumie i zastosuje 10% - to będzie miarą sukcesu. Natomiast Twoje rozterki i przerażenie nieoczekiwanym (czekałeś na klapę ? ) sukcesem zrozumieją tylko ci, którzy już tę drogę przeszli - kilkanaście (?) osób. Reszta pomyśli - przesmradza facet...

      Osiągnąłeś sukces - przeniosłeś się w stratyfikacji społecznej o kilka poziomów  w górę. Ale celem człowieka nie jest pieniądz lecz szczęście. Pieniądze mogą być katalizatorem. Ciebie czeka teraz zdefiniowanie co w danej chwili może być tym szczęściem. I pamięć o tym, że idąc w górę stajesz się coraz bardziej samotny. Kiedyś wytłumaczył mi to człowiek z samego szczytu finansowego PL. Powiedział, że im masz więcej tym mniej znajdujesz osób, które Ci tego nie zazdroszczą; w końcu lepiej się czujesz wśród bogatych w USA niż tu, bo od tych w USA można się jeszcze czegoś nauczyć, a oni nie mają powodów do zazdrości. A inny mi powiedział, że jeśli jakiś problem da się rozwiązać przy pomocy pieniędzy, to to nie jest problem tylko koszt.

      Mówisz w podkaście o lękach - one zawsze gdzieś tkwią w człowieku. Sztuką jest tak je schować, żeby nie wyłaziły na powierzchnię życia. Pozytywne wersje zdarzeń buduje się nieco trudniej, ale warto.

      Czeka Cię jeszcze zmiana otoczenia. Przestałeś pasować do wczorajszego obrazka. To nie Twoja wina, że znajomi tkwią tam, gdzie ich zostawiłeś.   Life is brutal, ale drugiego nie będzie. Dotychczasowi znajomi będą Cię ściągali do swego poziomu, czyli w dół. Tak było też u mnie - w pewnej chwili zaczęło mi być żal czasu na spędzanie ich z ludźmi, którzy mówili ciągle o swoich żalach (do kierownika, profesora, urzędnika itp).

      Na początku podkastu mówisz o lenistwie. Przeżywałem to samo po obronie doktoratu. Teraz widzę, że to była regeneracja. Przez dwa lata po obronie nie napisałem ani jednego rozsądnego tekstu. Potem zapał wrócił. Ty też dojdziesz wreszcie do stanu, kiedy sobie wymyślisz kolejny duży cel i zaczniesz go rozkładać na małe kroczki. Nie mam ochoty Ci podpowiadać, ale chętnie kupiłbym książkę o tym jak mądrze inwestować/pomnażać pieniądze -> jako wnioski z obserwacji uczestniczącej.  Książka FN odniosła sukces, bo pisałeś o tym czego sam doświadczyłeś, co sam rozwiązałeś.

      Martwisz się, że mniej Cię cieszą pochwały na blogu. Wszystko można przesłodzić. Może dobierzesz sobie do współpracy kogoś zaufanego, kto Ci przesieje komentarze - pochwały zbiorczo skwituje podziękowaniem, hejt usunie, a Tobie pokaże tylko wpisy nowe czy intrygujące?

      Jest jeszcze coś ode mnie - przestań wystawiać swoje i dzieci bezpieczeństwo na próbę. Koniec z wyliczankami ile zarobiłeś - to jest biznes. A do tego istnieje jakiś procent zwyrodnialców, którzy potrafią w "zdenerwowaniu" zabić dziecko - co mogą zrobić licząc na gotówkę?

      Myślę, że to jest tylko wstęp do dyskusji, bo długie teksty źle się czyta.  wiem, o czym piszę, po sam takich wstrząsów przeżyłem parę - pierwszy po obronie stopnia naukowego, potem budowa domu, budowa budynku firmy i wreszcie  wyjście dzieci z domu. Ten ostatni to jeszcze dla Ciebie odległa bajka, ale wierz, że za każdym razem trzeba wspólnie ustalić priorytety i nowe cele.

      Uwaga - cokolwiek planujesz - używaj osi czasu - nad nią opisuj cele, pod nią swój wiek, wiek Twoich dzieci, ich potrzeby. Po co? - żeby nie realizować marzeń, które przebrzmiały.

      No i - czytając BBS przypatrz się sposobowi komunikowania, metodom wyboru i przekazywania treści przez TesTeq'a. Się może przydać.

      Mam nadzieję, że nie będzie przeszkód technicznych w komentowaniu.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      orginal_replica
      Czas publikacji:
      wtorek, 16 maja 2017 22:22
  • poniedziałek, 11 lipca 2016
    • Ś W I N I O R Z Y S K O

      Kto nie pamięta, temu należy sie przypomnienie:

      https://www.youtube.com/watch?v=ZjfH8t9UIrQ

      Ale tak w ogóle, to przypomina mi się film z 1934 roku "Wiesołyje riebjata" gdzie pokazano jak zwykły świniopas może stać się szefem chóru.

      Długo nie mogłem sobie skojarzyć sytuacji, aż zajarzyło.

      

      Wypisz, wymaluj - Pan PT dr poseł JK.

      Te same kompetencje - świetnie radzi sobie ze świniami.

      Aż tu nagle AWANS!!! - I zamiast znanego sobie stada świń trzeba zająć się wszystkimi świniami tego świata.

      Sytuacja jest filmowa - trzeba jakimiś trickami te zwierzaki okiełznać. I tu nasze świniorzysko pełni bardzo odpowiedzialną rolę - włazi w swoich uwalanych gnojem gumofilcach na salony i zaprowadza porządki wg własnego rozumienia świata.

      Do pomocy bierze sobie młodego świniarka - jakby alter ego Pana Dra Dudy - i zaczyna "ustawianie świata"  wg własnego rozumku. 

      A że onże spracowany i sflaczały, więc  mamy to, co mamy.

      Tak mi się te paralele spodobały, że nawet przestałem się przejmować kolejny zwrotem (przez rufę, bo...) Pani PT Jadwigi Staniszkis, która poczuła gwałtowna miętę do Antoniego. Te włoski na brodzie (w projekcjach Pani Prof.) mogą zdziałać cuda.

      No, może żona AM trochę przeszkadza.

      W każdym razie - przyszedł do mnie spokój.

      Pomyślałem - co może świniarek i świniorzysko razem zrobić?  NIC!

      Mogą pokrzykiwać na stado, ale gdy ryje będą przy pokarmie, to z drugiej strony wyrwie się, co najwyżej, radosne popierdywanie.

      Trawienie 500+ zajmuje trochę czasu.

      Cała reszta to będą piruety najrówniejszej świni wśród równych. Skutek -> znany od lat.

      I nie możemy zapomnieć, że świnie są kanibalami.

      Zatem - strzeżcie się, miłe świnki, co tylko chciały ryj umoczyć !!!

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      orginal_replica
      Czas publikacji:
      poniedziałek, 11 lipca 2016 21:54
  • czwartek, 07 lipca 2016
    • P R E T E N D E N T

       

      Morawiecki

      Zastanawiam się co nam jeszcze ciekawego powie lub uczyni wicepremier MM.

      Śledząc jego wystąpienia w ostatnich trzech miesiącach mieliśmy tyle pięknych bajeczek-dobranocek, że powinniśmy już słodko spać.

      Pan wicepremier słodko bajdurzy, a to o potrzebie odbudowy przemysłu stoczniowego, a to o rozwoju kopalń eksploatujących węgiel za cenę wyższą niż cena sprzedaży; o samochodach elektrycznych (?);  o budowaniu nowej klasy średniej; alokacji środków z OFE.

      Jeszcze nie leczy przez przykładanie rąk; może to i dobrze.

      Każdy przychodzący do polityki powinien mieć wyobrażenie o sposobach działania państwa i wizję celów,które zamierza osiągnąć. Premier Morawiecki udowadnia, że obie sprawy są mu obce i zbędne. Może to i dobra taktyka, bo czy można mieć swoją wizję, kiedy powszechnie wiadomo, że jedyną obowiązującą jest wizja posła JK, nawet jemu nie do końca znaną.

      Ostatnie dni to taki teatrzyk uliczny, gdzie poseł JK coś powie, a wicepremier MM następnego dnia próbuje objaśnić, co też poseł JK miał na myśli.

      Teraz trwa bezpłatny festiwal pt: "Plan Morawieckiego"  Miałem kiedyś takiego znajomego na wiosce, który miał zawsze plan na weekend - tak się dać sponiewierać, żeby do następnej soboty starczyło. Onże Morawiecki postępuje podobnie, chociaż bezalkoholowo. Co tydzień nowy gejzerek pomysłów, które się nigdzie nie sprawdziły.  Chwilowo ćwiczy dwa - będzie budował "klasę średnią" z tych, którzy do tej pory "byli poszkodowani". Nie wiadomo przez kogo? Może przez swoje postępowanie albo zaniechanie? Może przez niechęć do nauki i pracy? A ja - czyli PT Pan wicepremier  zrobię szuru-buru i ulepię z tych ludzi klasę średnią. Co zrobi z tymi, którzy przez 27 lat w mozole aspirowali do klasy średniej - nie mówi. Kol Szałamacha do spółki z kol. Ziobro się nimi zajmą - będzie Dobra Zmiana, bo można im coś zabrać.

      Dalszą częścią takiego toku postępowania (bo nie myślenia, to pojęcie nie występuje) jest zabranie środków z OFE i "darowanie" społeczeństwu. Chociaż on użył pojęcia -> Polakom. To by mogło oznaczać tylko swoich, pierwszy sort.

      Z enuncjacji, oszczędnie wygłaszanych, wynika że każdy (ze swoich?) dostanie po równo. Czyli ten, kto dużo pracował, regularnie odkładał kasę do OFE zostanie powtórnie okradziony. Zyska nierób, kandydat do klasy średniej PiS. To rozumiem. Nie usłyszałem tylko czy będą wydawane specjalne legitymacje o zaliczeniu do klasy średniej czy też może trzeba będzie nosić znaczek KŚ w lewej klapie tureckiego swetra?

      Na naszych oczach zaczyna się tworzyć taką paranoję, której pisarze sf by nie wymyślili.

      I tu zaczynam wątpić - czy nową rzeczywistość tworzą istoty bezmózgie, implantowane na obszar PL nie wiadomo skąd  czy też jest to plan o podwójnym dnie? Nasuwa się takie podejrzenie, że Panu MM może chodzić o takie uwikłanie posła JK w różne głupie obietnice, że za pół roku będzie ów JK musiał obiecać, że się sam za włosy wyciągnie z bagna, które stworzył.

      I wtedy wejdzie, cały w bieli,  Pan MM, ukłoni się tacie i powie - pójdźcie za mną, jak was uratuję. Tata zamknie pochód.

      Co będzie potem - tu mi już wyobraźni nie starcza. Pocieszam się tylko, że mój horyzont czasowy powoli się przestaje przemieszczać.

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Kategoria:
      Autor(ka):
      orginal_replica
      Czas publikacji:
      czwartek, 07 lipca 2016 10:43
  • środa, 08 czerwca 2016
    • NAJWIĘKSZY TEATR MARIONETEK W EUROPIE

       

      Od dłuższego czasu mam wrażenie, że biorę udział w spektaklu, na który nie miałem zamiaru kupować biletu, a on i tak leci.

      Pierwszy Reżyser (PR) powołał najpierw do życia pacynkę - Glinkę. Oważ pacynka była tak plastyczna, że mieściła się w każdym zaplanowanym dla niej miejscu. Raz nawet gadała z tabletu.

      Potem PR wyszukał w stertach śmieci magazynowych jeszcze trochę innych pacynek i zaczął im pichcić role.

      Początkowo wydawało się, że wyszukuje tylko poszkodowanych na intelekcie lub tych o zawiedzionych nadziejach, że kiedyś coś osiągną w życiu. Wkrótce okazało się, że kandydatów na stanie się "z chama panem" czyli wspanialców - jest całe mrowie. Nie chcę nawet mówić o jakimś Sasinie, który wyrychtował Lecha Kaczyńskiego i 95 innych osób na  jednorazowe lądowanie w Smoleńsku, a teraz rżnie głupa i opowiada, że nie znał szczegółów - zlecił je podwładnej. Wzór szefa

      Tymczasem  PR

      Pozbierał ponad 200 osob, z których uczynił posłami  (p jest zbędne) w sejmie i ponad 30, którzy przyjęli role pacynek ministerialnych. Nie chce mi się poświęcać tekstu Waszczykowi - to jest trudny przypadek i chyba nieuleczalny.

      Pani Beata Szydło jest kimś w rodzaju babci klozetowej; śmierdzi wokół, ale ciepło. I wydaje się jej, że ma realną władzę nad sikającymi. Sikiem krętym, często po nogawkach.

      Największe zdumienie budzi pacynka morawiecka.

      #1. Zrezygnował z posady, gdzie miał 10 razy wyższą pensję ( a może 30 x?)

      #2. Zapowiadał rewolucję gospodarczą - na razie są to opowieści z mchu i paproci.

      #3. W wygłaszanych frazach zawsze tkwi jakaś taka zawziętość - jak św Jurga, co smoka w d... koli. I ma orgazm z tego powodu.

      Jest tak dosyć prosta prawda - jeśli umiałeś zapewnić dobry byt swojej rodzinie, to może uda ci się to w stosunku do całego społeczeństwa. I tu już czujemy fałsz - nawet w samolocie w razie dekompresji - najpierw zakładasz maskę tlenową sobie, a dopiero potem ratujesz/pomagasz innym. A ten obniżył wielokrotnie dochody rodzinie. W imię jakiejś idee fixe PR. I jeszcze rżnie bohatera. Każdy cmentarz jest pełen bohaterów, a dzieci na porządnych obywateli wychowują wyłącznie żywi.

      Do tego dochodzi rozdwojenie jaźni - patrząc na PR mówi o repolonizacji firm, a chwile potem o sukcesie pozyskania Mercedesa do budowy montowni. To też nic pewnego, chociaż sukces odtrąbiono.

      I zupełnie moja osobista uwaga - co ten człowiek ma w głowie, że bez szemrania spełnia najgłupsze żądania PR, poniża się, opowiada rzeczy nieprzystające ludziom wykształconym. Kto mu ten rozum tak zlasował - ojciec zapewne trochę, ale ostatecznie PR. Nie zdziwiłbym się, gdyby młoda pacynka morawiecka za pół roku skakała  przez płonące kółko na pstryknięcie palcami przez PR.

           N  A  T  O  M  I  A  S  T

      Wiemy o PR, że_

      - dobiega 70-ki,

      -  nie był nigdy za granica,

      - nie biegał za dziewczynami ani kobietami

      - otacza się facetami, którzy muszą mu okazywać uległość i lizać stopy (np)

      - nie zna języków

      - nie umie jeździć samochodem, nie obsługuje kompa, nie ma pojęcia, co to karta kredytowa

      - nie umie gospodarować własną pensją

      - ma nieprzebrane zasoby nienawiści do wszystkich ludzi, którzy nie są nim ani jego bratem,

      - ciągle płacze i narzeka, że poprzednio ta brzydka PO...   a mógł przecież nie tworzyć rządu.

      I ta pokraka każe średnio wykształconym ludziom zachowywać się jak komunistycznym funkcjonariuszom bezpieki; mówić głupstwa rozpoznawalne na poziomie I klasy szkoły podstawowej. I oni to robią.

      No i mamy pacynkę extra - dudusia. To jest dla mnie totalnie niezrozumiała postać.

      Facet, który ma władzę absolutną w ręku daje sobą pomiatać przez małomiasteczkowego PR

      Płaszczy się przed nim, całuje stópki uniżenie.

      Gdybym był jego teściem, to moja córka by natychmiast zostawiła takiego  na osobności, żeby się nie unurzać w tym, co on gotuje.

      Ale nie jestem.

      A teraz sukcesy :

      1/ Zaczęli rozdawać p 500 złotych.  EFEKT - w wielu województwach zabrakło nagle sprzedawczyń, opiekunek, kasjerek. Do tej pory zarabiały - "tera im sie nie karkuluje"!

      2/ Miała być opłata audio do rachunku za prąd. I co? Psinco. Gądecki tupnął, że ma ponad 10 000 parafii x 2 liczniki każda x 15 PLN co byłoby = ca 300 - 400 tys  PLN miesięcznie; i pieski podkuliły ogonki i odszczekały.

      3/ Milion mieszkań po 20 zł/ m kw; milion autobusów na prąd - tylko kto to ma robić, skoro ci z umiejetnościami i kompetencjami raczej wyjadą? Pacynka jako ostatnia wyłączy prąd. Tylko wcześniej trzebaby lojalnie powiadomić górników, że nie już komu spalać tego węgla... i szybko spieprzać.

      4/ Kolejny geniusz ogłosił, że przedsiębiorcom podejrzewanym o cokolwiek zabierze się firmy i przekaże pod zarząd "swoich" Już widzę te zastępy swoich typujących, komu i jakie zarzuty postawić, żeby można było "przejąć" w majestacie prawa mienie "niczyje", słusznie zajęte.

      Tak jak kiedyś "pożydowskie" w Kielcach, Hrubieszowie, Jedwabnem  czy jeszcze gdzieś.

      Zastępy szmalcowników już tworzą struktury.

      A ci, którzy potrafiliby stworzyć stanowiska pracy - wyjeżdżają do innych krajów - tam będą tworzyć dostatek.

      Ktoś tę bandę faszystowskich nieudaczników powinien pogonić - tylko kto?

      Czy Władek Frasyniuk będzie chciał po raz drugi wejść do tej samej rzeki?

      Czy Petru nauczy się mowy twardej, niegrzecznej i skutecznej?

      Czy KOD przestanie być rozmemłany i zacznie walić tak jak górnicy? Nie było wszak odważnego do walki z hajerami.

      I do dziś nie ma.

      I może to jest zadanie do zrealizowania?

      Po roku obserwacji PR widać wyraźnie, że motorem jego działania jest nienawiść.

      Do absolutnie wszystkich. Dopiero jak upokorzy wszystkich, rozwali gospodarkę, uczyni z nas dziadów i pariasów Europy, to może wreszcie osiągnie cel. Koszty - dla niego - nie grają roli, bo to nie on zapłaci. Zapłacimy wszyscy, a najbardziej ci, którzy ośmielą się mieć własne zdanie na jakiś temat. Ile on już obelg wymyślił pod naszym adresem? I ciągle będzie tworzył nowe.

      PR powtarza pewną sekwencje, którą już raz przećwiczył, kiedy nagle przestał ufać swoim akolitom w PC i zaczął ich wyrzucać z partii. Siebie usunął ostatniego.

      Teraz, gdyby mógł, to spaliłby nas wszystkich w dużym krematorium; ciekawe kogo by dołożył do ognia jako ostatniego?


       

       

      -

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      Autor(ka):
      orginal_replica
      Czas publikacji:
      środa, 08 czerwca 2016 23:05
  • niedziela, 27 marca 2016
    • POLECIMY NA KSIĘŻYC ?

      Fort_W

      Przeczytałem we Wszystko, co Najważniejsze kapitalny artykuł

      https://wszystkoconajwazniejsze.pl/marek-tarnowski-polecmy-na-ksiezyc/

      Pan Marek Tarnowski elegancko wykazał, że tylko wspólna idea może nas zjednoczyć i coś zbudować.

      Nie będę streszczał, każdy może przeczytać.

      Pomyślałem sobie - ile lat jeszcze musimy stracić, żeby znów działać razem? Z historii wynika, że zazwyczaj dobrze nam wychodziły nieudane powstania, oprócz jednego - Wielkopolskiego. Ono z kolei nie podoba się warszawce, bo wykazuje, że można, tylko trzeba więcej rozumu, a mniej emocji.

      Wracając do pomysłu Pana Marka Tarnowskiego - ciśnie się pytanie :

        #1 Kto miałby to poprowadzić; 

        # 2 - Co by to mogło być?

      Zacznę od #2,  bo jako inżynierowi będzie mi łatwiej. Myślę, że przed nami powinny być przynajmniej 2-3 wyzwania. Pierwsze - to w ciągu 15 lat uniezależnić się energetycznie od wszystkich, łącznie z własnymi górnikami. Węgiel zostawić na lepsze pomysły niż spalanie. Natomiast rozwijać energetykę prosumencką. W Polsce mamy zazwyczaj przynajmniej 100 słonecznych dni. Obecnie produkowane ogniwa fotowoltaiczne pozwalają produkować prąd także przy zachmurzeniu. Tesla w USA produkuje akumulatory, które biją "na głowę" inne, używane do magazynowania en elektrycznej. Nie musielibyśmy chwilowo niczego wymyślać. Najpierw zastosować, to co jest, a pomysły ulepszeń po kilku latach eksploatacji. Przed dwoma laty było głośno o młodej doktorantce z PL, która zajęła się grafenem. Chyba dostała PASZPORT Polityki. Co z nią się teraz dzieje ? Jakaś uczelnia ją przygarnęła, dała środki na badania? Chyba tak - szwajcarska? Przed dwoma tygodniami pokazywano folię napyloną jakimś związkiem, która w ten sposób stała się ładowarką do telefonu zasilana światłem widzialnym. Znowu opatentują to laboratoria na zachodzie. A u nas będziemy z naszych podatków utrzymywać górnictwo. Dzisiaj - przy obecnym stanie techniki (made in China) wystarczy 70 m kw paneli fotowoltaicznych, żeby uniezależnić się energetycznie w domku o pow 300 m kw. W wielu rejonach będą się tworzyły nadwyżki energii, która powinna być skupowana. I tu jest zadanie dla tego, który by wezwał do działania - utworzyć prawo, które da gwarancję wszystkim prosumentom, że będą jednakowo traktowani, a wszelkie zmiany będą wchodziły po 2-3 latach od ogłoszenia. Żeby się było można bezboleśnie dostosować. Myślenie powinno być takie - nie 500 zł na dziecko, a kredyt i doradztwo techniczne dla ojca/matki, żeby zarobili te 500 zł na produkcji prądu. Spółdzielnie mieszkaniowe - mają olbrzymie powierzchnie dachów - własny prąd pozwoliłby obniżyć czynsz. Stadiony - olbrzymie parkingi, zapełniające się góra raz w tygodniu. A przecież 3-4 m nad parkingiem mogłyby stać panele. Ile by za tą zmianą poszło pieniędzy w budownictwie chociażby?  Likwidacja smogu w miastach, za 15 lat tylko elektryczne auta. Cały transport elektryczny.

      Jeśli Elon Musk chce kupić pół miliona autonomicznych samochodów elektrycznych TESLA i utworzyć z nich największe przedsiębiorstwo taksówkowe świata bez obsługi kierowców, to chyba wcześniej przemyślał sprawę? Może zdążylibyśmy przez 15 lat zamienić niemieckie złomki, kopcące i hałasujące na małe samochodziki-taxi wiozące nas  do i z pracy, a potem pełniące rolę taksówek. Po pracy moglibyśmy mieć do dyspozycji samochód rodzinny (na pewnym etapie wielkości rodziny), potem dwu czy jednoosobowy - jak Amerykanie domy? Zostawilibyśmy tylko jednego Maybacha, żeby ojciec dyrektor nie musiał się uczyć obsługi nowości...:) 

      Pomysł drugi - co? - nasunęły mi informacje ogłaszane na różnych forach internetowych przez Pana Krzysztofa Wysockiego, znanego jako @TesTeq . Otóż podał On ostatnio całą masę informacji o bardzo dużym zaawansowaniu technicznym w produkcji dronów i oprogramowania do dronów przez WB Electronics S.A.  z Ożarowa Maz. Oczywiście - w tej chwili działa jeszcze polskie piekło - nasze z definicji musi być gorsze. No i nie pojedzie się na wycieczkę do Izraela, a góra do Nowej Dęby na poligon. Dla wielu panów wojskowych atrakcyjność wyjazdów "studyjnych" przesłania interes ekonomiczny kraju. Jest jeszcze jeden aspekt, o którym się publicznie niewiele mówi. Kupując drony z oprogramowaniem od zagranicznego dostawcy, ale bez kodów źródłowych, możemy sobie sprawić pięknego konia trojańskiego. Któregoś dnia dron wysłany do zniszczenia celu w mieście X u npla "przeskoczy" do niewidocznej części oprogramowania i rozpirzy lotnisko w Radomiu. To tylko taki mało bolesny przykład. Gorzej, jak wyląduje na Nowogrodzkiej.

      Oceniam, że w ciągu 5-8 lat moglibyśmy w "droniarstwie" odskoczyć o kilka długości od reszty świata (z wył. USA). Tylko znów zaczyna dręczyć pytanie - KTO pomoże? Obecni rządzący są intelektualnie i mentalnie nieprzygotowani. Ale do sprawy - KTO? - wrócę.

      Trzeci pomysł w #2 - rolnictwo. Obserwując obecne działania polityków wobec rolników widzę całkowity brak pojęcia o co biega w nowoczesnym rolnictwie. Tylko rolnik polski może nabyć ziemię. Automatycznie powinno być - tylko polityk polski może być wybrany do Sejmu lub Senatu. Definicja rolnika?  A polityka? - tu łatwiej, wystarczy chcieć, albo mieć znanego ojca. Czyli gdybym chciał sprawdzić w warunkach terenowych moją rewolucyjna metodę produkcji  mąki z topinamburu i potrzebowałbym do tego 100 ha gruntu - to - Kozakiewicza gest. Nie jestem rolnikiem, bo nie posiadam ziemi rolnej (PROCES - Kafka). Więc nie kupię i nie sprawdzę na własny koszt i ryzyko. Ja sobie poradzę - poszukam państwowego zarządcę, który nie był na "pobycie studyjnym" w Królestwie Topinamburu. Nie pojedzie? Dalej sobie dośpiewajcie.

      A teraz emocje na 0,5. Mamy nieźle wykształcone społeczeństwo na wsi (to nie są chłopi, to mieszkańcy wiosek i miasteczek). które z chęcią by się nie ruszało z miejsca, gdyby nie było ograniczeń, a było sprawne doradztwo marketingowe. Mamy olbrzymi areał nieskażonej ziemi rolnej. Ponieważ politycy się na tym nie połapali, to jesteśmy bodaj trzecim producentem serów w Europie. Jak się dowiedzą, to przeszkodzą. "PIĄTNICA" jest w tej chwili najsilniejszą marką w mleczarstwie - zaczynali od własnych rąk i unikania kontaktów z rządzącymi. Produkcja owoców miękkich by nie istniała, gdyby nie Ukraińcy i Białorusini. Tu politycy mają wiele do popisu - wystarczy utrudnić życie tym zbieraczom i cała gałąź w rolnictwie padnie. Nie czuję się na siłach  wytyczać ścieżek rozwojowych dla rolnictwa. Mam jednak wrażenie, że produkcja żywności tzw "ekologicznej" z odpowiednimi certyfikatami - prawdziwymi, nie lipnymi - jak teraz, dałaby szansę wielu osobom, których nie pociąga wielkomiejskie życie. No i dochód z własnej pracy i pomysłu.

      Pozostaje zatem pytanie #1 - KTO miałby i mógłby to zrobić?

      Liczę na wskazówki, odpowiedź będzie za kilka dni w części II.

      P.S. Gdyby z nieznanych mi powodów nie działały komentarze - proszę o komentarz na maila orginal.replica@tlen.pl  - przekopiuję.

       

       

       

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (0)
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      orginal_replica
      Czas publikacji:
      niedziela, 27 marca 2016 14:24
  • środa, 02 grudnia 2015
    • O CHWALENIU DNIA PRZED ZACHODEM

      8 października Pani Maria Wanke-Jerie opublikowała tekst  http://twittertwins.pl/czlowiek-ktoremu-dorobiono-gebe/

      o Panu Kornelu Morawieckim. Tekst niezwykle budujący, budzący ciepłe uczucia do bohatera, który w milczeniu przeszedł swoją drogę krzyżową.

      Tekst napisany przez osobę zaprzyjaźnioną, która zapewne widziała wiele sytuacji, zdarzeń; słuchała wielokrotnie opowieści i przypowieści niedostępnych dla ogółu.  

      Osobiście odebrałem ten tekst tak,  jakby o mnie kiedyś napisała tak moja matka chrzestna. Myślę o metodzie i stopniu życzliwości, nie o faktach.

      A potem Pan Morawiecki został posłem. Byłem bardzo zdziwiony, że w ugrupowaniu Kukiza.  Aktorzy mówią,że coś załatwili "na małpę" - oznacza to na znaną twarz. Zastanawiałem się -  skoro jedna małpa (Kukiz) już jest, to po co druga? Malarze uczą, że chcąc ukryć jakiś element na obrazie należy go zwielokrotnić. Ale to były dwa różne elementy - szarpidrut i dr fizyki.

      I pozostałbym może ze swoim zdziwieniem sam w zimnym pokoju, gdyby Pan Kornel Morawiecki nie postanowił zabrać głosu w Sejmie. Wyszedł i palnął,że wola narodu jest ponad prawem. Trochę mnie zakorkowało, bo takie twierdzenia kojarzyły się jednoznacznie z faszyzmem i potem ze stalinizmem. Mówi to facet, który życie stracił na walce o demokrację i wolność. To jakby sam sobie pluł w życiorys.

      Wczoraj poprawił mówiąc, że sędziowie TK powinni się podać do dymisji, która by Jemu - Panu Kornelowi Morawieckiemu - pasowała.

      Ledwie trochę ochłonęliśmy dziś Pan KM znowu wyszedł na mównicę i powtórzył faszystowskie głupstwo w polskim Sejmie. Dostał brawa od PiS.

      No i dziś jestem  w zupełnej kropce. Bohater ci-on czy chory z posuniętą demencją?

      Swoim działaniem sprawił, że nawet życzliwe osoby odsuną się od niego, podobnie jak się rzecz miała z Gwiazdą czy Wyszkowskim - zrobiło się pusto wokół nich.

      Dlatego przypuszczam, że teza artykułu jest błędna - zachowanie podmiotu lirycznego wskazuje, że cały czas sam mocno rzeźbił tę gębę.

      Powiedzenie o chwaleniu dnia raz jeszcze wykazało swą ponadczasową mądrość.

      Współczuję Autorce, bo zapewne nie liczyła, że żywy bohater zachowa się zupełnie odwrotnie niż bohater tekstu. .

       

       Dziś otrzymałem maila od Pani Marii Wanke-Jerie z komentarzem do mojego tekstu. Z nieznanych powodów technicznych nie chciał się pojawić jako komentarz.

      Może to będzie nowe spojrzenie z dwóch punktów widzenia na to samo zjawisko.

      Jeśli ktoś ma kłopot z umieszczeniem komentarza - proszę o mail orginal.replica@tlen.pl  - bez moderacji przekopiuję.

      A teraz komentarz Pani Marii Wanke-Jerie

       

      Zupełnie niepotrzebnie Pan mi współczuje. Obserwuję Kornela Morawieckiego i jestem z niego dumna. On rozumie, o co w tym wszystkim chodzi i apeluje o rozsądek. Spróbuję to wyjaśnić.

      Propaganda przegranej ekipy, która podnosi larum w obronie demokracji, nazywa nią układy, hierarchie i interesy, całą piramidę budowanych latami powiązań, zapewniających stanowiska i wpływy. Tego w istocie strzeże.

      Zabezpieczeniem ich interesów miał być właśnie Trybunał Konstytucyjny,  który – teoretycznie – powinien stać na straży litery prawa. Zmienił się jednak w trzecią izbę parlamentu, władną unieważniać to, co dwie konstytucyjne izby przegłosują, a prezydent podpisze. Tym właśnie był skok na Trybunał w czerwcu br. Wybrany wspólnie z lewicą Rzecznik Praw Obywatelskich miał zaskarżać, a wybrany wspólnie z PSL Trybunał – blokować i unieważniać, zaś w odpowiedniej chwili dokonać ciosu decydującego, czyli odwołać pod byle jakim pretekstem prezydenta Dudę.

      Bo to właśnie – możliwość odwołania prezydenta, wcześniej w porządku konstytucyjnym nieobecna – było istotą czerwcowych zmian.

      To, co teraz robi większość parlamentarna, to w istocie obrona przed tym chytrym planem, który miał unieważnić werdykt wyborców. Bo obecnie litera prawa jest całkowicie sprzeczna z jego duchem. A wrzask w obronie demokracji przypomina złodzieja, który ukradł i – uciekając  – krzyczy: „łapcie złodzieja”.

      Kornel Morawiecki z trybuny sejmowej mówi wprost to, o czym napisałam. Jak zawsze bezkompromisowy i jak zawsze po słusznej stronie

       

       

       

      Te

      Szczegóły wpisu

      Komentarze:
      (3) Pokaż komentarze do wpisu „O CHWALENIU DNIA PRZED ZACHODEM”
      Tagi:
      brak
      Autor(ka):
      orginal_replica
      Czas publikacji:
      środa, 02 grudnia 2015 20:54

Zakładki

  • Czytam: http://biz.blox.pl/html

Kanał informacyjny